Dzień Desantowca: Charitonow i Taktarow koncertują!
Z okazji ich święta na uroczystym koncercie w Kremlowskim Pałacu pod tytułem „Nikt – oprócz nas” wystąpił właśnie Charitonow, który pojawił się na zaproszenie szefa Stowarzyszenia Kaskaderów – Aleksandra Inszakowa. Sergiej po przywitaniu z kolegami spadochroniarzami powiedział że z Inszakowem może łamać deski, palce, żebra a nawet cegły na głowie ale woli zaśpiewać. Nie wiemy jak to wypadło, bo koncert już się odbył w stacji TV Centr (2 sierpnia) i jak śpiewał Sierioża ale wiadomo że wspierał go inny legendarny komandos, fighter i aktor Oleg Taktarov (na zdjęciu poniżej).
„Rosja spadochroniarzami stoi” – to wiadomo nie od dziś. Nie jest tajemnicą, iż Rosjanie posiadają najliczniejsze jednostki spadochronowe (WDW – przyp. red.) na świecie i hucznie obchodzą ich rocznicę powstania w dniu 2 sierpnia. Tym razem w poniedziałek przypadła okrągła 80 gdy w 1930 dokonano pierwszego wielkiego desantu w Związku Radzieckim. Na szczęście był to desant na własnym terytorium w sławetnym Woroneżu i na pamiątkę tego wiekopomnego wydarzenia w dzisiejszej Rosji, która jest spadkobierczynią tej tradycji, obchodzi się hucznie święto wojsk spadochronowych. Nie wiadomo do dziś ilu było wówczas skaczących ale pewne jest że wszyscy dolecieli do ziemi..tak czy inaczej, to święto zawsze było postrachem dla ludności cywilnej Związku Radzieckiego i współczesnej Rosji. Wpływ na to miała właśnie wspomniana „huczność” przy której wysiadają słynne polskie „wyjścia do rezerwy”.
Ogólnie można stwierdzić, iż te jednostki są przereklamowane, ale Rosjanie uwielbiają to co jest „specjalne” czyli służby i jednostki – wielbiąc je ponad miarę. Jednostki te znane są dwóch udanych choć mało chlubnych akcji – ataku na praskie lotnisko w Czechach w czasie inwazji Związku Radzieckiego w Czechosłowacji w 1968 roku i desantu w Kabulu w czasie najazdu na Afaganistan, gdy ZSRR pospieszył z „bratnią pomocą” uciśnionemu narodowi tego kraju. Również żołnierze – spadochroniarze zamieszani byli w zabójstwo rosyjskiego dziennikarza w latach 90-tych Dmitrija Chołodowa. W Polsce pojawiali się tylko przy okazji manewrów „Armii Zaprzyjaźnionych” ale desantu na Polskę Bogu dzięki nie dokonali choć takie plany świtały w głowach rosyjskich dowódców. By być w zgodzie z historią warto też wspomnieć, że jeden rosyjski desant był szczególnie oczekiwany równo 66 lat temu gdy wybuchło Powstanie Warszawskie. Niestety wówczas wyszła cała prawda o możliwościach „rosyjskich desantów” i warto tym pamiętać.





















